Wystawa Z TEJ STRONY WIDOK JEST INNY

Opublikowano 14 kwietnia 2021

JACEK STASZEWSKI
ANDRZEJ WĘCŁAWSKI
KAMIL ZALESKI


7 kwietnia – 4 maja 2021 
Wernisaż online 13 kwietnia 2021 o godzinie 18.00

Wystawa jest dostępna w godzinach pracy biura SMTG.

Międzynarodowe Centrum Sztuk Graficznych w Krakowie,
Rynek Główny 29, 31–010 Kraków

Kurator wystawy: Andrzej Węcławski
Projekt plakatu: Piotr Garlicki


Wystawa „Z tej strony widok jest inny” to projekt trzech artystów związanych z Wydziałem Grafiki ASP w Warszawie, twórców wywodzących się z trzech różnych generacji: Jacka Staszewskiego, Andrzeja Węcławskiego i Kamila Zaleskiego. Tytuł wystawy, jak i jej koncepcja, zrodziły się w nawiązaniu do przestrzeni galerii, specyfiki miejsca ekspozycji – Krakowa. Prace  prezentowanych artystów z założenia różnią się  w znaczący sposób stosowaną formą obrazowania, używaną  techniką, czy też formatem prac. Zasadniczym tematem wystawy będzie wyeksponowanie różnic, zaznaczenie odmiennych form opisywania  i interpretowania rzeczywistości oraz podkreślenie różnorodności  współczesnego oglądu świata poprzez sztukę, co ciekawe powstającą w obrębie jednego środowiska. Jacek Staszewski tworzy minimalistyczne, rysunkowe prace o medytacyjnym charakterze. Pokrywa płaszczyzny papieru równoległymi liniami lub jednolitym grafitowym walorem. Andrzej Węcławski, w najnowszej serii prac, operuje płaszczyznami czerni, tworzonymi z wielokrotnego nabijania matryc o ostrych kształtach. To prace do cierpliwego odkrywania zawartych w nich form i znaczeń. Kamil Zaleski, w swoich cyfrowych realizacjach, łączy różne rodzaje narracji, od abstrakcji po przekształcane elektronicznie fragmenty rzeczywistości. 

We wstępie do katalogu wystawy  zatytułowanym „Pomiędzy”, Sebastian Dudzik napisał: „Perspektywa innego punktu widzenia czy też odmiennego oglądu danej sytuacji, na którą wskazuje tytuł wystawy prac Jacka Staszewskiego, Andrzeja Węcławskiego i Kamila Zaleskiego, (…) nasuwa nieodparte skojarzenie z sytuacyjnością naszych codziennych doznań. Nawet niewielkie zmiany mogą spowodować gruntowną rewizję osądu rzeczywistości, a gdy zastosujemy wobec niej odmienne sposoby wizualnego opisu, różne techniki i odmienny język, świat jawi się nam jako jeszcze bardziej skomplikowany i różnorodny. Dzieje się to wszystko pomimo świadomości, że przedmiot naszej obserwacji pozostaje wciąż ten sam.  Taki jest też świat kreowany w pracach warszawskich artystów. Każdy z nich operuje własnym językiem”. 

Na zakończenie tekstu Sebastian Dudzik stwierdza: 

„Przechodząc od jednej do drugiej pracy trójki warszawskich artystów warto się zastanowić jaki dystans pokonujemy, co znajduje się (w sensie wizualnym i mentalnym) „pomiędzy” nimi. Wskazane jest też, by dystans ów odnosić bezpośrednio do siebie i swoich odczuć, wszak twórcy z premedytacją zdają się wciągać nas w tę grę”. 

Z innej perspektywy oglądany widok może okazać się coraz ciekawszy.

Prof. Andrzej Węcławski
Kurator wystawy


POMIĘDZY
Sebastian Dudzik

W trudnych, pandemicznych czasach łatwo jest zasklepić się w sobie i zamknąć na zewnętrzny świat, by przeczekać. Na dłuższą metę, bierność okazuje się jednak niezbyt dobrą strategią. Lepiej jest działać „mimo wszystko”, nie poddawać się paraliżującej opinii, że „nic już nie będzie takie jak wcześniej”. Przecież nigdy tak nie było. Niezmienna pozostawała jedynie natura rzeczy, w tym ludzka mentalność, człowiecze potrzeby i pragnienia. Działanie jest ich naturalnym następstwem, także w sztuce, wszak odpowiada na żywotne potrzeby zarówno tworzącego, jak i odbiorcy.

We wszelkich inicjatywach podejmowanych dziś niejako na przekór rzeczywistości i obowiązującym ograniczeniom widzę jasną deklarację ciągłości i właśnie niezmienności wspomnianych wyżej potrzeb i pragnień, których nie może zagłuszyć nawet pierwotny lęk przed pandemiczną paszczą Lewiatana. Tak też postrzegam organizowaną w Międzynarodowym Centrum Sztuk Graficznych w Krakowie wystawę Z tej strony widok jest inny, na której swoje prace prezentuje trójka przedstawicieli warszawskiego akademickiego środowiska graficznego: Jacek Staszewski, Andrzej Węcławski i Kamil Zaleski. W kameralnej przestrzeni galerii artyści ci zaprezentowali wybór swych najnowszych prac. Choć każdemu z nich przydzielona została odrębna sfera ekspozycji, a ich prace różnią się znacząco od siebie, całość wystawy prezentuje się zaskakująco spójnie. Po części wpływ na to ma zbliżony format grafik, jednak zasadniczą rolę odegrało zakomponowanie poszczególnych mini-ekspozycji jako w formie doskonale osadzonych w galeryjnej przestrzeni kompozycyjno-strukturalnych znaków. Dzięki temu zabiegowi powstała interesująca korespondencja pomiędzy poszczególnymi zestawami. Można ją kontemplować zarówno na poziomie strukturalnym, formalnym, jak i kolorystycznym.

Perspektywa innego punktu widzenia czy też odmiennego oglądu danej sytuacji, na którą wskazuje tytuł wystawy, nasuwa nieodparte skojarzenie z sytuacyjnością naszych codziennych doznań. Nawet niewielkie zmiany mogą spowodować gruntowną rewizję osądu rzeczywistości, a gdy zastosujemy wobec niej odmienne sposoby wizualnego opisu, różne techniki i odmienny język, świat jawi się nam jako jeszcze bardziej skomplikowany i różnorodny. Dzieje się to wszystko pomimo świadomości, że przedmiot naszej obserwacji pozostaje wciąż ten sam. Taki jest też świat kreowany w pracach warszawskich artystów. Każdy z nich operuje własnym językiem, każdego też interesuje coś innego. Powstaje pytanie, czy ma sens poszukiwanie wspólnych mianowników, kolejnych haseł, które pozwoliłyby opowiedzieć całą wystawę, a nie tylko rozwarstwić poszczególne wątki? Paradoksalnie wspólne wątki odnaleźć możemy na wielu poziomach przekazu.

Przeglądając prezentowane na wystawie prace w pewnym momencie przyszło mi na myśl spostrzeżenie, a raczej hasło, które mogłoby uzupełnić jej tytuł i stanowić ciekawą klamrę spinającą tak różne wydawałoby się wizualne światy. Wyobraźmy sobie, że do spostrzeżenia „o innym widoku” dodamy określenie „pomiędzy”. To słowo wytrych, o bardzo szerokim spektrum odniesień i symbolicznych skojarzeń nie tylko dynamizuje określoną tytułem sytuację, ale zarazem wskazuje na dystans dzielący poszczególne „spojrzenia” i obrazowe wizje. W kontekście prac trójki Warszawiaków doskonale określa więc ich wzajemne relacje, jak i różne poziomy języka. Ma też jeszcze jedną cenną właściwość, inicjuje ruch, który łączy odległe wydawałoby się zjawiska. Tak więc możemy meandrować pomiędzy poszczególnymi pracami wychwytując ich formalne, symboliczne i narracyjne pokrewieństwa, a także wzajemne dopełnianie się opowieści. Odnajdywanie różnych poziomów zawieszenia lub też dryfowania „pomiędzy” może sprawić nam wiele przyjemności. Pozwala zarazem, podążając za zachętą twórców wystawy, zobaczyć poszczególne prace z różnych perspektyw. Szukając pierwszego łącznika, który znakowałby wspomniany obszar „pomiędzy”, zwróciłem uwagę na sposób budowania wizualnego przekazu i na jego podstawowe elementy strukturalne. Wszystkie prace charakteryzują się specyficznym wykorzystaniem rozwarstwienia płaszczyzny i powiązanego z tym nawarstwiania się wizualnych kodów. Kolejnym wspólnym mianownikiem jest wyraźne eksponowanie struktury obrazotwórczych podstawowych znaków np.: strukturalnych linii i szrafowań, śladów kształtu matrycy i znaczonych na niej „zarysowań”, czy pikseli i barwnych przeplotów. Ma to ogromny wpływ na siłę i sugestywność przekazu, podskórnie też nawiązuje do specyfiki współczesnego języka komunikacji wraz z całym bagażem jego „efektów ubocznych” – zaburzeń i zniekształceń obrazu, szumu nawarstwień i zacierania wyrazistości.

Najstarszy z trójki – Jacek Staszewski – zaprezentował na wystawie zestaw rysunkowych prac z cyklu Skala szarości. Ukazane w nich efemeryczne, wizerunki konfrontowane są kadrami wypełnionymi rozedrganą abstrakcyjnymi walorami szarości, której delikatne smużenia sugestywnie zdają się kryć całkowicie zatarte portretowe obrazy. Efemeryczność każdej z przedstawionych twarzy osiągana jest odmiennymi środkami. Raz będą to kontrastowe plamy znaczące usta, oczy i zarys nosa, innym razem delikatny modelunek formujący nieostry, zanikający obraz. Przypominają stare dagerotypie, w których utrwalony obraz rzeczywistości łączy się z ziarnistą strukturą powłoki na kliszy, czy śladami smużenia odczynników. Nic nie jest tu oczywiste i jednoznaczne. Obrazy, niczym niedoskonała pamięć, epatują nas swą zatartą strukturą, zarazem jednak ujawniają zaskakująco wysmakowane delikatne gradientowe walory.

Hasło „pomiędzy” doskonale sprawdza się w kontekście prac z cyklu Audyton-Przejście autorstwa Węcławskiego, który poprzez nawiązanie do antycznej kultury, eksponuje zagadnienie sacrum i powiązanej z nią tajemnicy. W wizji artysty owa ukryta przestrzeń nie przestaje być przedmiotem tabu. Czeka raczej na stopniowe odkrywanie, zaprasza do podążania za pozostawionymi tropami. Tytułowe przejście może wskazywać zarówno przełamywanie bariery niepoznanego, jak i pewien stan zawieszenia „pomiędzy”. W obu przypadkach graficzne prace stanowią swoiste intro do dalszej gry. Jakie są jej zasady? Istota tkwi w domyślnie postawionych pytaniach o fundamenty naszej świadomości. Czy jesteśmy w stanie do nich wrócić i co tak naprawdę znajdziemy pod (lub pomiędzy) kolejnymi warstwami cywilizacyjnej patyny? Audyton-Przejście traktować należy jako preludium do dalszych twórczych działań, które uczulić ma nas na to co ukryte, zmarginalizowane, a czasami wręcz transparentne dla naszej świadomości.

Różne, ale nie mniej fascynujące stopnie odczuwania stanu „pomiędzy” odnajdziemy we wcześniej powstałych pracach z cyklu Iluminacje, w których Węcławski konsekwentnie eksploruje rzeczywistość świata znaków i znaczeń. Fascynacja alfabetem, ikonicznością pojedynczych „literowych” kształtów oraz wizualnością całych sekwencji zapisów sprowokowała artystę do stawiania szeregu pytań: o istotę owej ikoniczności, o poziomy (nie)czytelności zapisu i znaczenie nawarstwień, którym on podlega, wreszcie, o jego reinterpretację i indywidualne odczytywanie. Kontemplując kolejne prace Iluminacji dotykamy rzeczywistości rozpostartej pomiędzy wyrazistością i sugestywnością pojedynczych „literowych” form, a wieloznacznością i zacieraniem czytelności tworzonych przez nie zapisów. Autor zachęca nas do pogłębionej interakcji z tworzonymi przez siebie obrazami, do rozpoznania różnych poziomów mikro-napięć tworzących się pomiędzy formą i walorem, liną i plamą, płaszczyzną i nawarstwieniami kolejnych śladów, organicznością naturalnych form i logiką geometrycznych kształtów. Wysiłek wizualnego rozwarstwienia tego z pozoru nieczytelnego zapisu uruchamia niejako wsteczne działanie czasu. Czytanie skomplikowanych graficznych struktur przypomina rodzaj procesualnej dekonstrukcji, która mimochodem ujawnia wartość performatywną procesu tworzenia wizualnego dzieła.

Również rzeczywistość ukazana w pracach z cyklu Ćwiczenia Kamila Zaleskiego pełna jest różnego rodzaju pęknięć, szczelin czy stanów chwilowego zawieszenia. W ich przypadku określenie „pomiędzy” może odnosić się zarówno do samej konstrukcji i struktury cyfrowych obrazów, jak i do ich przekazu. Autor wprowadza nas w świat komputerowych gier, w których sportowa rywalizacja ograniczona zostaje niemal całkowicie do sfery naszej mentalności i emocji. Abstrahowane z fizycznego wysiłku i towarzyszącego mu bólu doznania zmieniają nasze postrzeganie rzeczywistości. Oglądając prace Zaleskiego powracają do mnie ujęcia z filmu My Generation (2010) Evy i Franco Mattes. Jego bohaterami są młodzi ludzie grający w komputerowe gry. Poziom napięcia emocjonalnego i brak akceptacji przegranej jest u nich tak ogromny, że przestają sobie z nim radzić. Wybuchy werbalnej agresji szybko przeradzają się w fizyczną autoagresję. Stan zawieszenie pomiędzy realnym i wirtualnym, jawi się tu w przerażającej perspektywie. Budowana przez Zalewskiego opowieść nie jest oczywiście tak agresywna i dosłowna, jak przekaz holenderskiego duetu, generuje jednak poczucie niepokoju, stan napięcia i niepewności. Komputerowe avatary projektowane na wzór bohaterów z animowanych filmów tracą swoją przyjazną, nieco naiwną aurę w szumie wizualnych zakłóceń: grubych ziaren pikselozy, barwnym efekcie mory, smugowych deformacjach czy nachodzących na siebie sekwencjach ujęć. Wydaje się, że autor wręcz szuka takich pęknięć i niejasności przekazu, żeby ujawnić ukrytą pod efektownym opakowaniem niepokojącą rzeczywistość, uświadomić pozorną jedność realnego i wirtualnego. Owo rozwarstwienie sygnalizowane jest poprzez postawienie widza pomiędzy rozpoznanym i domyślnym. Podobnie jak w figuratywnych tryptykach Staszewskiego, obraz niejako filtrowany jest przez strukturę budującego go znaku. Poprzez taką formę uproszczeń i syntezy traci swoją dosłowność na rzecz wymiaru symboliczno-ikonicznego. Przedstawione postaci stają się znakiem o sile oddziaływania bliskiej abstrakcyjnym formom Węcławskiego.

Oglądając prace warszawskich artystów warto zastanowić jaki mentalny dystans pokonujemy wraz z ich odbiorem, co znajduje się „pomiędzy”. Wskazane jest też, by nieustannie konfrontować ów dystans z własnymi odczuciami, wszak twórcy z premedytacją zdają się wciągać nas w tę grę.

Oficjalne otwarcie wystawy planowane było 7 kwietnia bieżącego roku, jednak ze względu na pandemiczne ograniczenia organizatorzy zdecydowali się na przygotowanie dodatkowego wernisażu online (13.04.2021). Ekspozycja ma trwać do 4 maja i miejmy nadzieję, że sytuacja pozwoli na jej rzeczywiste a nie tylko wirtualne obejrzenie.