Piotr Siwczuk – „Na ścieżkach czasu”
Studia na Wydziale Grafiki ASP w Warszawie w latach 1993-1998. Dyplom z wyróżnieniem w pracowni grafiki warsztatowej prof. Ewy Walawskiej. Aneks z malarstwa w pracowni prof. Grzegorza Pabla. Od 1998 r. zatrudniony na macierzystym wydziale, na stanowisku asystenta w pracowni rysunku i malarstwa prof. Huberta Borysa. Doktorat w roku 2007 w ramach grafiki warsztatowej cykl „Bogowie Słowian”. Od 2008 prowadzi pracownię rysunku i malarstwa dla I roku. Habilitacja – 2014 r., cykl prac pt. „Odbicia nieobecności”. Twórczość w zakresie grafiki warsztatowej, malarstwa, rysunku, rzeźby. Autor wystaw indywidualnych i uczestnik wystaw zbiorowych.
Wizerunek człowieka w sztuce, w całej rozciągłości jej trwania, podlegał nieustannym i niezwykle zróżnicowanym transformacjom. Było to zależne choćby od stopnia rozwoju cywilizacyjnego, ponieważ w sposób oczywisty wiązało się z możliwościami jakimi dysponował człowiek w procesie twórczym. Tak więc materiał w rzeźbie, podłoże w malarstwie czy rysunku, wszystko to miało znaczenie w zależności od narzędzi jakimi się posługiwał. Od tych prymitywnych po współczesne, zaawansowane technologie. Niewątpliwie jednak talent i wyobraźnia twórcy miały i mają tu znaczenie najistotniejsze. To świadomość artysty będąca sumą jego życiowych doświadczeń i przeżyć zaszczepiała w jego dziele pierwiastek, który można uznać za duchowy czyniąc je niezwykle autentycznym i oryginalnym.
W sztuce, niebagatelną rolę odgrywa również czas. Na poziomie fizycznym jego niszczący charakter sprawia, że dzieło powleka się swoistą patyną. Prosta z pozoru forma może, naznaczona wieloletnim procesem destrukcji, osiągnąć wymiar piękna, którego nie zakładał ani autor, ani mu współcześni. Zmiany w kształcie, kolorze, strukturze powierzchniowej czy wewnętrznej… Odczytujemy w tym procesie nie tylko sam fizyczny akt degradacji, ale mamy również świadomość historii jaka się w tym czasie dokonała. Historii mającej przecież głęboki wpływ na losy kultur, narodów i jednostek. Rozumiemy wtedy, w szczególny sposób, nieuchronność przemijania oraz własną kruchość wobec tego procesu.
Prezentowana wystawa to kolejna odsłona moich autorskich poszukiwań dotyczących istoty czasu, pojęcia, którego fizycznie dotknąć nie sposób. Doświadczamy za to jego obecności w cyklach natury czy też niszczącym wpływie na cywilizacyjne artefakty. Takim właśnie artefaktem uczyniłem zarys ludzkiej figury, wikłając jego formę w wymuszoną erozję, intrygę światła czy transformację koloru. Jest jak anonimowy wędrowiec na ścieżce pomiędzy życiem a śmiercią, od pierwszego przebłysku powstającego kształtu po ostateczny pył rozpadu. Nie szukam tu jednak potwierdzenia dla pesymistycznych wizji istnienia, a raczej piękna plastycznej formy.
W tych zaś poszukiwaniach sam niejako błądzę po pokrętnych ścieżkach czasu, naiwnie myśląc, że właśnie go dotykam.
Dr hab. Piotr Siwczuk, prof. uczelni
Mistrzostwo buduje się przez powtarzanie. Biegłości nabieramy przez konsekwencję i ciągłość. Koncentracja na jednym temacie intensyfikuje go, pozwala zanurzać się coraz głębiej i eksplorować coraz to nowe jego aspekty.
Piotr Siwczuk opowiada ludzkie ciało. Manifestuje się ono w tańcu trzech form: rzeźby, malarstwa i grafiki, które wzajemnie się inspirują, dopowiadają i uzupełniają. Materią, która je łączy, jest piasek: buduje matrycę grafik, wnika w strukturę obrazów i oblepia powierzchnię rzeźb. Nieoczywisty wybór, a jednocześnie wiele mówiący, już ustawiający interpretację i pomagający odczytać zakres twórczych poszukiwań.
Piasek to sypkość, nietrwałość, ruch. Ziarenka osypujące się w klepsydrze odmierzającej czas do granicy trwania. Niepewny, osuwający się grunt. Suchy pył unoszący się nad bezwodną ziemią. Drobinki erozji. Skojarzenia wanitatywne nasuwają się same. Słusznie – ciało jest tu przedstawione w kontekście śmierci i przemijania. Choć nagie, nie ma w nim witalności ani erotyzmu. Jest suche i surowe jak zwietrzała skała, wystawione na działanie czasu. To czytelne nawiązania do ikonografii chrześcijańskiej: nagiego ciała Chrystusa, dzielącego ludzką kondycję – odsłonięcia, bezbronności wobec cierpienia i śmierci. W obrazach powraca motyw Całunu Turyńskiego: charakterystyczne zagięcia płótna grzebalnego oraz podwójne odbicie ludzkiej postaci. Jest w tym pytanie: jaki ślad odciśniemy? Bo mimo tych odwołań metafizycznych, Siwczuk nie pociesza się następnym lepszym życiem, nie leczy nim trwogi przed nieuchronną skończonością. Pyta bardzo wyraźnie o to chropawe, dotykalne, materialne tu i teraz, w tym właśnie ciele, które zostało nam przydzielone jako wehikuł na ziemską wędrówkę. W jaką postać skamieniejemy, gdy ona się skończy? Jakim wykopaliskiem staniemy się dla tych, którzy nadejdą po nas?
Zmienność formy poddanej erozji czasu nie łączy się tu z cyklicznym odrodzeniem ku nowemu. To nie jest czas kolisty ani spiralny. To czas liniowy: ścieżka życia prowadzi w jednym kierunku i zawsze kończy się śmiercią. Mimo marzenia o odwróceniu tej klepsydry, jest tu jednocześnie świadomość niemożliwości jego spełnienia: niektóre z podwójnych postaci są odwrócone, ale alchemia nie zachodzi, obie są martwe. Nie przechytrzymy śmierci. Niezwykłe jest natomiast, że kres życia biologicznego, miękkiego i oddychającego, ale skończonego, łączy się z inną nieśmiertelnością: ani biologiczną, ani duchową, ale nieśmiertelnością skamieniałego śladu. Czy tak naprawdę nie tym jest każda sztuka? Czy nie jest to jedyny dostępny nam rodzaj nieśmiertelności?
Znamienne, że te refleksje nie łączą się w żaden sposób z rozpaczą. Figury są pełne spokoju i godności, wyprostowane, gotowe przyjąć swój los. Ta postawa przywodzi na myśl koncepcję bycia-ku-śmierci Heideggera. Kiedy odważnie zwracamy się całym jestestwem ku kresowi, „wybiegamy w śmierć”, obejmujemy ją i pozwalamy jej współkształtować swoje życie, obejmujemy zarazem całą prawdę o egzystencji. Bo prawda jest taka, że nasz czas jest ograniczony. Ta jasna i ostra świadomość wyrywa nas z trybu „się”, czyli bezrefleksyjnego robienia tego, co wszyscy, bo tak się robi, i motywuje, aby stanąć do życia autentycznego i własnego. Jeśli wiemy, że śmierć kończy wszystkie możliwości, czujemy się odpowiedzialni za to, aby je właściwie wykorzystać. Skończoność jest ramą, która nadaje wartość podarowanemu nam czasowi.
Przemijający, ale odciskający po sobie trwały ślad, kruchy i bezradny wobec śmierci, ale władny uczynić życie autentycznym i pełnym znaczenia: oto człowiek.
Justyna Artym
Piotra znam od wielu lat. Obserwuję jego drogę twórczą nie tyle przez pryzmat pojedynczych realizacji, ile przez ciągłość jego postawy artystycznej, która – pomimo zmieniających się kontekstów – pozostaje dla mnie ciągle niezwykle spójna. Widziałem, jak ewoluował jego język plastyczny, jak stopniowo eliminował to, co wydawało się nadmiarowe, i jak coraz wyraźniej skupiał się na tym, co nieustannie stanowi rdzeń jego myślenia o sztuce – na szeroko rozumianej figuracji.
Figura w twórczości Piotra nigdy nie była ćwiczeniem formalnym ani demonstracją warsztatowej sprawności, choć sprawności tej nie sposób mu odmówić. Figuracja była i nadal pozostaje strukturą znaczeń, narzędziem myślenia o człowieku i jego kondycji, sposobem konfrontowania jednostkowego doświadczenia z uniwersalnym porządkiem świata. W tym sensie Piotr prowadzi świadomy dialog z długą tradycją sztuki figuratywnej, nie jedynie jako jej spadkobierca, ale jako artysta dostrzegający ten uniwersalny wymiar.
Malarstwo, rysunek, grafika i rzeźba funkcjonują tutaj jako równorzędne sposoby artykulacji tej samej idei, ujmowanej z różnych perspektyw. Użyte medium nie stanowi celu samego dla siebie, lecz staje się świadomym i trafnym wyborem podporządkowanym ogólnej koncepcji. Widać to w sposobie kształtowania powierzchni, w subtelnych relacjach między światłem a materią oraz w napięciu budowanym pomiędzy wyrazistą obecnością postaci a jej stopniowym wyciszaniem i zanikaniem.
Piotr odpowiada również o czasie, czasie w jego wymiarze fizycznym – o patynie, o śladach zużycia, o erozji i destrukcji, które powoli, lecz nieuchronnie ingerują w materię dzieła, zmieniając jego powierzchnię, strukturę i tym samym odbiór. Wątek ten jest tutaj wyraźnie obecny, jednak ja odczytuję go także szerzej – jako zapis czasu dojrzewania postawy twórczej i krystalizowania się świadomych decyzji artystycznych. To czas, który nie niszczy, lecz porządkuje, nie rozprasza, lecz koncentruje.
Achromatyzm, zawężona gama barwna oraz konsekwentna redukcja środków wyrazu nie wynikają tutaj z wyczerpania formuły dzieła ani z gestu estetycznej ascezy. Są efektem świadomej, przemyślanej strategii, w której ograniczenie staje się narzędziem ich intensyfikacji. Rezygnacja z koloru w jego pełnym spektrum wyostrza relacje tonalne, pozwala precyzyjniej budować dramaturgię światła oraz kieruje uwagę widza ku konstrukcji formy. W tej powściągliwości odsłania się wewnętrzna logika dzieła, jego strukturalny porządek i napięcie, które nie potrzebuje nadmiaru, by ciągle pozostawać wyraziste.
Niewątpliwa wirtuozeria techniczna nie ma tu charakteru demonstracyjnego i nie jest obliczona na łatwy efekt. Nie przyciąga uwagi sama ku sobie, nie domaga się podziwu dla sprawności ręki. Zostaje konsekwentnie podporządkowana całości koncepcji i funkcjonuje niejako w tle, jako cicha gwarancja jakości, precyzji i pełnej kontroli nad materią. Ta warsztatowa powściągliwość wydaje mi się jednym z istotniejszych rysów twórczości Piotra. Pokazuje bowiem, że prawdziwa biegłość nie polega na eksponowaniu manualnych umiejętności, lecz na ich ujarzmieniu w odpowiedniej chwili. Środki twórcze są tu ściśle podporządkowane idei, a technika staje się narzędziem klarownego myślenia o formie. W tej właśnie dyskrecji ujawnia się dojrzałość – zarówno artystyczna, jak i intelektualna autora.
Z mojej perspektywy dostrzegam w tej wystawie wyraźny przykład postawy twórczej opartej na konsekwencji, odpowiedzialności i pogłębionym rozumieniu tradycji figuratywnej, która nie jest traktowana jedynie jako zamknięty rozdział w historii, lecz jako żywe pole do odniesień dla współczesności. Jednocześnie widzę też ciągłość i konsekwencję w obranej drodze, wierność w odpowiadaniu na fundamentalne pytania oraz odwagę, by nie podążać za chwilowymi, pojawiającymi się raz po raz modami i trendami. Figura w interpretacji Piotra pozostaje uniwersalnym symbolem ludzkiego doświadczenia, a zarazem bardzo osobistym narzędziem wypowiedzi. Całość układa się w dojrzałą i przemyślaną wypowiedź artysty świadomego własnej tożsamości, w której redukcja staje się źródłem siły, a skupienie realną wartością. Tak trzymaj!
Prof. Jacek Staszewski
Dziekan Wydziału Grafiki
ASP w Warszawie
Centrum Ekspozycyjne Stara Kotłownia w Olsztynie
Olsztyn, ul. Prawocheńskiego 9
Wernisaż wystawy: 4 marca 2026 r. o godz. 18.00
Wystawa czynna do 29 marca 2026 r.
Wydział Sztuki UWM w Olsztynie, Instytut Sztuk Pięknych, Ośrodek Inicjatyw Artystycznych
Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie, Wydział Grafiki
Autor plakatu do wystawy: prof. Piotr Garlicki